poniedziałek, 18 września 2017

Casus belli (tym razem naprawdę)



To się opublikuje automatycznie kilka godzin po ogłoszeniu wyników konkursu, ustawiam to 26.03.2017. Mam nadzieję, że miło się czekało ^^ 

Alad V. Błękitna, niemal całkowicie pokryta pełnym życia oceanem planeta. Jedna z niewielu, gdzie ludzie, wyrzekłszy się przynależności do Imperium Galaktycznego, żyją z nami w zgodzie. Nie ma tu wojen, pogromów, prześladowań, nie ma broni zdolnych do rozniesienia w pył połowy galaktyki – myślał  Ran’gho, podziwiając widok z pancernego okna w sali konferencyjnej. Na neutralnej stacji kosmicznej w kształcie obwarzanka rolę grawitacji spełniała siła odśrodkowa, więc okno, z perspektywy ziemskiego obserwatora znajdujące się na ścianie, w rzeczywistości otwierało widok na nieskończoną przestrzeń pod stopami obecnych w pomieszczeniu. Niektórzy, zwłaszcza nienawykli do podobnego wystroju wnętrz członkowie ziemskiej delegacji pokojowej, usilnie starali się nie spoglądać w dół.

niedziela, 26 marca 2017

Casus belli

Przed chwilą zaplanowałem posta na blogu. Opowiadanie "Casus belli", z którego jestem dumny. Na kiedy zaplanowałem? Osiemnasty września 2017, godzina 16.00. Bo to opowiadanie konkursowe, a właśnie w ten dzień jest ogłoszenie wyników. Miłego czekania ^^
Och dobra, tu jest fragmencik:

wtorek, 14 marca 2017

Związek z nieskończonością

Między artystą a jego dziełem istnieje nierozerwalna więź. Wkłada w nie pracę, poświęca swój bezcenny czas, składowymi powstałego tworu są też jego emocje, trud włożony w wykonanie, odciski na rękach, pot ściekający z czoła – oczywiście pot metaforyczny, nie każdy artysta to rzeźbiarz ciosający monumentalne głazy, ale skala wysiłku jest podobna.

niedziela, 26 lutego 2017

Makabreska


Gdy jak co wieczór biegała w parku na skraju miasta, jej uwagę zwrócił głośny szelest dobiegający z kępy zarośli rosnących tuż koło ścieżki. Szelest, a potem trzask, jakby łamanej gałęzi. Nie przerywając biegu wzruszyła ramionami. To tylko wiatr, albo jakieś zwierzę - pomyślała.

Kiedy z zarośli dobiegł ją głośniejszy niż wcześniej trzask, jej wytrenowany w wojsku słuch błyskawicznie rozpoznał odgłos strzału z broni pneumatycznej. Pierwszą  reakcją był odskok, byle dalej od toru lotu potencjalnie śmiercionośnego pocisku. Sekundę później usłyszała drugi trzask, a na prawej łydce, tuż pod kolanem poczuła  silne ukłucie. W momencie, gdy skierowała tam wzrok, świat zaczął zwalniać. Kształty rozmazywały się, a barwy mieszały. Strzałka ze środkiem usypiającym - zrozumiała przerażająco powoli. Kolorowe plamy, które widziała, stawały się coraz ciemniejsze… aż w końcu zapadła czerń.

sobota, 11 lutego 2017

Kredą w kredo

 Recenzja bezspoilerowa.
  W ostatnich latach ekranizacje gier mimo dużego rozgłosu nie zdobywają raczej przesadnie pozytywnych ocen. “Warcraft: Początek” z 29% na Rotten Tomatoes, “Resident Evil: The Final Chapter” z 34% i “Hitman: Agent 47”, któremu udało się zdobyć zaledwie 8%. Jak na tym tle wypada oparty o kultową serię gier “Assasin’s Creed”?

sobota, 4 lutego 2017

Cybernetyfikacja - rozdział 3.

Pierwszą rzeczą, którą słyszę, jest jazgoczący budzik. Bez otwierania oczu sięgam ręką i wciskam przycisk na obudowie, ale uparty zegar nadal piszczy. Zirytowany chwytam go pewniej i rzucam o ścianę. Słyszę, jak uderza w nią i rozpryskuje się na części. Jedna z nich musiała uderzyć w protezę, ponieważ do moich uszu dochodzi też metaliczne dźwięknięcie. Powoli otwieram oczy. Najpierw widzę sufit, brudny i pokryty zaciekami. Podnoszę głowę i moim oczom w całej okazałości ukazuje się klita, którą od jakiegoś czasu przywykłem nazywać domem. Cztery metry kwadratowe, osiem sześciennych. Ociężale podnoszę się na jednej nodze i sprawdzam poziom symbiotyku. Dwanaście procent. Słabo, jeżeli nie załatwię więcej to już za kilka godzin wystąpią pierwsze objawy.